ROZDZIAŁ 3

Było zimno i ciemno. Ogólnie rzecz biorąc to uczucie nie wybiegało jakoś specjalnie poza moją strefę komfortu. Chyba kwestia przyzwyczajenia… Jedyne, co mnie niepokoiło to fakt, iż nie wiem, gdzie jestem, ani co się dzieje. Hala była ogromna, a w jednym z jej kątów zwisała mała żarówka, która mimo swojego niewielkiego rozmiaru sprawiała, że byłem w stanie dostrzec chociaż ściany, które mnie otaczały. Stałem chwilę, wpatrując się w jedną z nich bez konkretnego celu. Wtedy zza pleców doszły mnie dźwięki. Jedna osoba. Dwie. Odgłosy kroków z sekundy na sekundę stawały się liczniejsze. Wtedy zdałem sobie sprawę, że są wszędzie. W pomieszczeniu znajdowało się kilkanaście osób, a każda twarz skierowana była w moją stronę. To już było odrobinę niekomfortowe…
– Asi que digamos hola correctamente [Tak więc przywitajmy się tak jak trzeba] – zaczął mówić jeden z mężczyzn
– Être d’accord [Popieram] – odparł kolejny
– ยินดีต้อนรับและหวังว่าจะได้รับความร่วมมืออย่างมาก [Także witamy i liczymy na owocną współpracę] – powiedział trzeci wybuchając śmiechem
Co prawda rozumiałem co mówią, jednak wolałem udawać, że mają do czynienia z ostatnim debilem. To miała być moja oskarowa rola. Tysiąc myśli kłębiło się w mojej głowie. Większość otaczających mnie ludzi, było obcokrajowcami. Żółci, czarni, brązowi. Chciałoby się rzec- od wyboru do koloru. Nie, dobra. To było rasistowskie.
Już chciałem wypowiedzieć pierwsze słowo, gdy nagle usłyszałem wypowiedź jednego z nich- Chińczyka.
– 别开玩笑了,我们知道你懂。[Nie udawaj, wiemy, że rozumiesz] – powiedział spokojnie
– 그런 척 할 필요 없어. [Nie musisz grać, to zbędne] – dodał , tym razem Koreańczyk
– Trêve de balivernes! [Skończmy ten teatrzyk i przejdźmy do rzeczy] – wtrącił się Francuz. Był jednym ze stojących z tyłu, ale sprawnie ustąpiono mu drogi, aby przedostał się do przodu. W pewnym momencie nasze spojrzenia spotkały się. Coś mnie w nim zaniepokoiło. Chyba cała ta sytuacja. W tej chwili naprawdę już nie wiedziałem, o co chodzi. Dawno niedoświadczone uczucie niewiedzy… w pewien sposób trochę satysfakcjonujące.
-Dobra skończmy to szybko. Frank – zwrócił się do mnie – jesteś tu dzisiaj z nami, ponieważ jesteś wyjątkowy. My o tym wiemy, ty o tym wiesz. Ze względu na twoje dosyć interesujące zdolności, posiadanie takiej osoby jak ty po naszej stronie jest bardzo korzystne. Spytasz, kim jesteśmy? Tak więc, mam zaszczyt powitać cię na Północy. Wielu ludzi może nazywać nas gangiem czy mafią, jednak my wolimy subtelniejsze ,,organizacja”. Raczej wiesz czym zajmują się takiego typu ,,organizacje” oraz jak wiele można stracić zadzierając z takową. Liczymy, że przyłączysz się do naszego zespołu, bowiem rozumiejąc to w dosłowny i przenośny sposób, jest to oferta nie do odrzucenia.
Co? Mafia? Organizacja? Dobre to. Patrząc na to z logicznego punktu widzenia, nie miałem szansy odwrotu. Szansa była. Ale prawdopodobieństwo wynoszenia stąd mojego ciała, niż wychodzenie o własnych siłach przebijało jakąkolwiek argumentację. Każdy z nich z pewnością miał broń. Może takie życie wcale nie jest aż tak złe? W końcu nie wyglądali na przygnębionych czy nieszczęśliwych. Tak też już prawie miałem zaakceptować swój los i zdecydować się na to wszystko delikatnym skinieniem głowy, kiedy pod wpływem silnego uderzenia, wielkie metalowe drzwi, wyleciały z zawiasów z ogłuszającym hukiem. Do hali wbiegło z krzykiem kilku mężczyzn z bronią. Północ w mgnieniu oka również dobyła swoich, wcześniej niewidocznych narzędzi walki. Scena rodem z dobrego thrillera, ale to nie był czas na filmy. Nagle nastał spokój. Wszyscy stali nieruchomo mierząc do siebie w milczeniu, a po środku moja piękna i skromna osoba, która już standardowo nie wiedziała, co się dzieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *